1. Praca Indeed
  2. Kategorie
  3. Praca w województwie
  4. Praca w mieście
  5. Praca wg stanowisk
  6. Praca za granica
  7. Oferty Pracy - Wyszukiwarka
Oferty pracy z Indeed


  








  

życie Polaków w Wielkiej Brytanii z punktu widzenia emigrantki.

 

Obraz ten często odbiega od tego, co mówią ludzie, co można przeczytać na forach internetowych, ba — nawet w gazetach.



Do Wielkiej Brytanii przyjechałam dwa lata temu. W tym czasie poznałam wiele, nauczyłam się też dużo. Jestem dobrą obserwatorką, do tego fascynuje mnie to, co nowe i czasami niezrozumiałe. Dlatego, opierając mój artykuł na codziennych doświadczeniach, chciałabym przedstawić obraz życia Polaków w Wielkiej Brytanii.

Nie mogę powiedzieć, by mój wyjazd podyktowany został brakiem pracy czy mieszkania w Polsce. Podyktowany był raczej niedosytem, pragnieniem odkrycia czegoś nowego, wreszcie — wymaganiem od życia więcej. Ukończyłam studia, znalazłam pracę w zawodzie, wraz z chłopakiem kupiliśmy mieszkanie (na kredyt oczywiście). Nasze wynagrodzenie wystarczało na raty oraz niezbyt luksusowe życie. Dzień mijał za dniem, a w naszym życiu nie działo się nic. Jako że posiadam, dość niespokojną naturę podróżnika, nie mogłam usiedzieć w miejscu. Na wymarzone podróże pieniędzy już nie wystarczało, a moja chęć poznawania powodowała, że zaczynałam się dusić we własnych czterech kątach.

Stąd zrodziła się decyzja o wyjeździe. Dlaczego Wielka Brytania? Przede wszystkim z uwagi na znajomość języka angielskiego, co znacznie ułatwiło poszukiwania pracy. I oczywiście, z uwagi na mnogość ofert. Znalezienie pracy przed wyjazdem było koniecznością — bank nie poczeka na ratę kredytu. Dlatego zdecydowaliśmy się skorzystać z ofert agencji pracy z siedzibą w Polsce. Po krótkiej rozmowie z przedstawicielem agencji otrzymaliśmy propozycję pracy w mieście w północno-zachodniej części Anglii. Praca przez agencję nie była szczytem naszych marzeń, ale od czegoś przecież trzeba zacząć… Przez internet zarezerwowaliśmy pokój w domku dzielonym z innymi mieszkańcami i wyruszyliśmy do Anglii.

Pierwszy dzień w nowej pracy był… dziwny. Przywitała nas Polka, która przeprowadziła szkolenie wstępne, w tym bhp. Instruktaż pracy przeprowadził nam Litwin posługujący się dość biegle językiem polskim. Momentami zapominałam, że jestem w Anglii. Jak się później okazało, większość pracujących tam osób to byli obcokrajowcy, głównie Polacy i Słowacy. Pierwszą styczność z językiem angielskim miałam, kiedy z nienacka podszedł do mnie główny menedżer i powiedział zdanie będące dla mnie zlepkiem spółgłosek wypowiedzianych z pełną buzią. Po chwili zorientowałam się, że zdanie zapewne zostało wypowiedziane w języku angielskim, więc grzecznie poprosiłam o powtórzenie. Wypowiedziane wolniej nabrało dla mnie sensu i okazało się banalnym pytaniem o moje pierwsze wrażenia. Byłam nieco zaskoczona i zaczęłam wątpić w swoją znajomość języka angielskiego, którego używałam przecież na co dzień w dotychczasowej pracy w Polsce. Po kilku późniejszych pogawędkach z Anglikami przekonałam się, że problem nie leży w mojej nieznajomości języka, tylko w odmiennym dialekcie Anglii północnej. Jednak nie było to przeszkodą nie do pokonania, a w późniejszym czasie nauczyłam się ich doskonale rozumieć.

Co do samej pracy, to była prosta i nudna. Stawka godzinowa oczywiście minimalna, jak na każdą agencję pracy przystało. Kiedy się okazało, że owa firma, w której pracujemy, nie oferuje możliwości przejścia z agencji na kontrakt, postanowiliśmy natychmiast poszukać nowej pracy. Chcieć to móc i, po niespełna trzech miesiącach pobytu w Anglii, rozpoczynaliśmy pracę w innej firmie, też przez agencję pracy, ale z wizją otrzymania w niedalekiej przyszłości kontraktu.

W międzyczasie, za pieniądze zarobione dzięki pracy za minimalną stawkę wynajęliśmy domek z dwiema sypialniami, salonem, kuchnią, łazienką i malutkim ogródkiem. Mieszkanie z innymi osobami w domku bywa interesujące, wesołe, ale na dłuższą metę jest męczące.

Dzięki naszemu uporowi i wywiązywaniu się z codziennych obowiązków po kilku miesiącach otrzymaliśmy kontrakt od pracodawcy, dzięki czemu mogliśmy zrezygnować z pomocy agencji pracy i cieszyć się dużo wyższą stawką.

Dlaczego na wstępie opisuję moją historię? Aby pokazać, że można… Trzeba tylko chcieć. I nie wymaga to wyrzeczeń, tylko odwagi, samozaparcia i wywiązywania się z obowiązków wobec pracodawcy. Dzięki temu właśnie w tym momencie żyjemy jak normalni ludzie, wynajmujemy niewielki domek, mamy dobrze płatny etat, jeździmy na wakacje. Spłacamy kredyt w Polsce (liczymy na to, że uda się nam spłacić go dużo szybciej niż zakłada jego plan) i nie liczymy dni od wypłaty do wypłaty.

Skąd zatem tyle narzekań ze strony Polaków mieszkających w Anglii? Skąd tyle osób pracujących w UK wciąż dla agencji pracy? Skąd utyskiwania na dyskryminację? Postaram się odpowiedzieć na te pytania, sugerując się moimi dotychczasowymi obserwacjami.

Jak wiadomo, Polaków w Anglii nie brakuje. W miejscu mojej pracy również poznałam wielu, stąd próba dokonania kategoryzacji ich cech osobowościowych. Według mnie, Polaków żyjących na Wyspach można podzielić na 5 zasadniczych grup:

dorobkowicze
imprezowicze
karierowicze
beneficiarze
zwyczajni

Dorobkowicze przybyli tu w celu szybkiego wzbogacenia się. Ich założeniem jest powrót do kraju. Zbierają pieniądze na mieszkania, kredyty, samochody, wesela itp. Łapią wszelkie nadgodziny, a ich plan dnia można podzielić na dwie zasadnicze części: praca i sen. Nie zawierają bliższych znajomości, ponieważ nie mają na to czasu. Na ogół nie są szkodliwi. Pojawiają się i znikają po kilku miesiącach lub latach i nikt za nimi nie tęskni.

Imprezowicze przybyli tutaj, ponieważ praca w Polsce nie dawała im wynagrodzenia, które pozwoliłoby się bawić. Ich życie kręci się wokół dni wolnych od pracy. Pracują tyle, ile muszą, gdyż nawet wypracowana minimalna, przewidziana grafikiem liczba godzin, pozwala zarobić kwotę wystarczającą na dobrą zabawę. Często zjawiają się w pracy zmęczeni niedawno minionym weekendem, jednak nie dają tego po sobie poznać. Również nieszkodliwi — według nich praca jest złem, ale koniecznym.

Karierowicze to chyba najbardziej męczący z punktu widzenia współpracowników typ Polaka za granicą. Myślą, że zrobią tu karierę, pomimo że nie posiadają do tego odpowiednich kwalifikacji. Gdyby jednak tylko o marzenia chodziło, nikt by nie miał zastrzeżeń. Problemem jest to, że takie osoby myślą, że są najmądrzejsze, a pozostała „miernota” nie dorasta im do pięt. Robią wszystko, by stać się ulubieńcami menedżerów. Pracują jak szaleńcy, niejednokrotnie rezygnując z czasu przeznaczonego na przerwę, aby tylko wyrobić 120-130% założonej normy. To nic, że nie jest płacone na akord — wszystko to, by tylko przypodobać się menedżerom. Donoszą na współpracowników. Nie mają kolegów w pracy, ale najwyraźniej nie stanowi to dla nich problemu. Myślą, że dzięki takiemu zachowaniu otrzymają pierwsi kontrakt, podwyżkę, może awans. Kiedy przekonują się, że tak nie jest, stają się sfrustrowani i jeszcze bardziej negatywnie nastawieni do pozostałych pracowników. Na ten typ zdecydowanie trzeba uważać.

Beneficiarze to po prostu nieroby, które przybyły tutaj nie w celu podjęcia pracy, a wyłudzenia od tego państwa jak największej ilości zapomóg. Swoje pierwsze kroki kierują w kierunku instytucji oferujących wszelkie benefity: dla ubogich, na dom, na dziecko. Nie ma dla nich znaczenia, że dopiero przyjechali, bo skoro państwo daje, to trzeba brać. Siedzą z ołówkiem w ręku i liczą przepracowane godziny, aby przypadkiem nie przekroczyć progu wypłaty, po której ucinana jest część zasiłków. Bywają nie tyle szkodliwi, co irytujący, ponieważ swoim zachowaniem wyrabiają negatywną opinię całemu narodowi. Stąd później tyle zasłyszanych uogólnień, utożsamiania Polaków właśnie z tymi, co przyjeżdżają na Wyspy tylko po to, aby siedzieć na zasiłkach.

I w końcu zwyczajni, czyli tacy jak ja. Przyjechali tutaj w poszukiwaniu czegoś więcej, niż mógł im zaoferować kraj ojczysty. Chcą tutaj po prostu żyć. Posiadają rodziny lub zakładają je. Pracę traktują jako źródło utrzymania oraz miejsce, gdzie spędza się niemal 1/3 życia, więc trzeba zadbać o dobrą atmosferę. Nawiązują przyjaźnie i starają się zachować zdrowy podział pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Jest to typ najbardziej ceniony przez pracodawców i współpracowników.

Którego z typów można spotkać najwięcej? Powiedziałabym, że niestety beneficiarzy. To właśnie oni pracują na naszą niechlubną opinię. Oni mają najwięcej do powiedzenia przeciwko reformom Camerona i krzyczą, że brytyjski rząd dyskryminuje Polaków.

Skąd w ogóle ta opinia o dyskryminacji? Sama, mimo iż jestem Polką z krwi i kości, żadnej dyskryminacji ze strony tego państwa, pracodawcy czy współpracowników nie doświadczyłam. Przyjechałam tutaj, dostałam pracę, dostałam kontrakt, zarabiam tyle samo, co moi angielscy współpracownicy, wykonuję te same obowiązki, co oni, mam tyle samo dni urlopu, wolnych weekendów i świąt. Nikt mi nigdy nie ubliżył, a wręcz przeciwnie — niejednokrotnie słyszałam podziękowania na koniec zmiany za dobrze wykonaną pracę. Mam kolegów zarówno w kręgu obcokrajowców, jak i Anglików. Więc jak to się dzieje, że jedni czują się tu dobrze, a inni źle? Moja odpowiedź jest taka: traktują Cię tak, jak chcesz być traktowany.

Moim zdaniem, Polacy (i nie tylko, ponieważ dotyczy to obcokrajowców ogółem), którzy przyjechali tutaj, by pracować i normalnie żyć, są mile widziani, doceniani i należycie traktowani. Obcokrajowcy, którzy tylko czerpią benefity bądź zawalają pracę, przychodząc pod wpływem alkoholu, na kacu lub nie przychodząc w ogóle, są dyskryminowani, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie są temu państwu potrzebni.

Dlaczego to państwo ma tylko dawać? Dlaczego żąda się od niego tak wiele? Bo przez tyle lat pokazało, że może dawać. I nagle, jak pojawiają się reformy, nastaje wielkie oburzenie. Oczywiście, że łatwo jest przyjechać, zgłosić się do urzędu i czekać na zapomogi. Czy tak powinno być? Niech każdy wykona rachunek sumienia w swojej głowie i odpowie na pytanie (szczerze): czy taką opinię o sobie chcemy, Polacy?

 

Przeczytaj Również:

Początek strony

Serwis jobglob.pl używa cookies i podobnych technologii. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej na temat przetwarzania danych oraz zmiany ustawień w polityce prywatności...